Artezja, dnia 11-09-1839

…
po przebyciu znacznej części doliny, której dotąd nie znajduję oznaczonej na żadnej z posiadanych przeze mnie map — co może świadczyć o jej niezwykłej naturze albo o niezwykłej naturze kartografów — natrafiłem na ślady obecności istot rozumnych. Początkowo były to jedynie odciski stóp, pozostałości niewielkiego paleniska oraz osobliwe znaki wyryte na kamieniach. Jeden z nich przypominał mapę, drugi ostrzeżenie, a trzeci bardzo nieuprzejmą uwagę na temat mojej matki. Nie znając miejscowego pisma, nie mogłem rozstrzygnąć, który był który.

Nie minęła godzina, gdy ujrzałem pierwszego z miejscowych.

Postać jego była zbliżona do ludzkiej, jednak ponad czołem wyrastały dwa wyraźne, zakrzywione poroża. Były to rogi imponujące, praktyczne i zapewne bardzo kłopotliwe przy zakładaniu kapelusza. Wkrótce dostrzegłem dalszych osobników, pozostających w pewnym oddaleniu i obserwujących mnie spomiędzy drzew. Nie okazali wrogości, choć z pewnością byli świadomi mojej obecności. Ja również byłem świadomy ich obecności, co w tamtej chwili wydawało mi się rozsądnym początkiem wzajemnego szacunku.

Jeden z nich podszedł na odległość kilku kroków.

Przez dobre pięć minut nie uczynił nic.

Stał jedynie i przypatrywał mi się z uwagą tak wielką, iż zacząłem podejrzewać, że to nie ja prowadzę obserwację, lecz sam zostałem jej przedmiotem. Była to myśl nieprzyjemna, zwłaszcza że nie miałem pojęcia, czy w miejscowej kulturze przedmioty obserwowane otrzymują później herbatę, czy też są zjadane.

Następnie sięgnął ku ziemi, podniósł wielki kamień i podał mi go.

Kamień był ciężki, szary i zupełnie zwyczajny. Przyjąłem go z godnością człowieka, który nie wie, co właśnie dostał, lecz podejrzewa, że odmowa mogłaby zostać uznana za zniewagę, a może nawet za początek wojny.

Nie wiem, czy był to dar, znak powitania, ostrzeżenie, czy też przedmiot o znaczeniu, którego nie jestem jeszcze w stanie pojąć. Możliwe również, że miejscowy po prostu znalazł kamień i uznał, iż wyglądam na człowieka, który zbiera rzeczy bez wyraźnego powodu.

Kamień zachowałem.