Artezja, 15-09-1839

Artezja nader osobliwie obchodzi się z materią.

Im dłużej prowadzę tu badania, tym mniej jestem skłonny ufać temu, co na powierzchni zwykliśmy uważać za podstawowe właściwości rzeczy. Kamień powinien być ciężki. Drewno winno ustępować ostrzu. Koralowiec potrzebuje morza, a grzyb, jakkolwiek pożyteczny, nie powinien służyć za filiżankę.

Artezja najwyraźniej nie została o tym poinformowana.

Natrafiłem tu na kamień tak lekki, iż większy jego odłamek można bez trudu utrzymać jedną dłonią. Po oszlifowaniu miejscowi wyrabiają z niego kubki, misy oraz pojemniki do przechowywania żywności. Materiał zachowuje chłód przez wiele godzin, co samo w sobie zasługuje na dalsze badania.

Tutejsze drewno również nie zamierza stosować się do znanych mi prawideł. Niektóre jego odmiany po wysuszeniu stają się twarde niemal jak minerał, a przy tym nie tracą sprężystości. Widziałem z niego naczynia, sztućce, a nawet przedmioty służące do gotowania bezpośrednio nad ogniem.

Najbardziej jednak zdumiewają mnie koralowce. Rosną daleko od jakiegokolwiek zbiornika wodnego, niekiedy w szczelinach skalnych, i tworzą zwarte struktury przypominające porcelanę. Po odpowiedniej obróbce powstają z nich niezwykle cienkie czarki.

Są wreszcie grzyby.

Pewien ich gatunek, po wysuszeniu i sprasowaniu, daje materiał twardy, lekki i odporny na wilgoć. Miejscowi sporządzają z niego dzbany, kubki i naczynia podróżne. Początkowo odmawiałem używania ich przy posiłkach.

Obecnie posiadam trzy.

Widziałem kubki z kamienia, misy z drewna, czarki z koralowca i dzbany grzybowe. Są też przedmioty, których przeznaczenia, mimo usilnych badań, dotąd dociec nie zdołałem.

Piłem tedy z kamienia.
Jadłem z grzyba.

Ku memu własnemu zaniepokojeniu coraz mniej mnie to dziwi.

Prof. A. Dzban