Artezja nader osobliwie obchodzi się z materią.
Im dłużej prowadzę tu badania, tym mniej jestem skłonny ufać temu, co na powierzchni zwykliśmy uważać za podstawowe właściwości rzeczy. Kamień powinien być ciężki. Drewno winno ustępować ostrzu. Koralowiec potrzebuje morza, a grzyb, jakkolwiek pożyteczny, nie powinien służyć za filiżankę.
Artezja najwyraźniej nie została o tym poinformowana.
Natrafiłem tu na kamień tak lekki, iż większy jego odłamek można bez trudu utrzymać jedną dłonią. Po oszlifowaniu miejscowi wyrabiają z niego kubki, misy oraz pojemniki do przechowywania żywności. Materiał zachowuje chłód przez wiele godzin, co samo w sobie zasługuje na dalsze badania.
Tutejsze drewno również nie zamierza stosować się do znanych mi prawideł. Niektóre jego odmiany po wysuszeniu stają się twarde niemal jak minerał, a przy tym nie tracą sprężystości. Widziałem z niego naczynia, sztućce, a nawet przedmioty służące do gotowania bezpośrednio nad ogniem.
Najbardziej jednak zdumiewają mnie koralowce. Rosną daleko od jakiegokolwiek zbiornika wodnego, niekiedy w szczelinach skalnych, i tworzą zwarte struktury przypominające porcelanę. Po odpowiedniej obróbce powstają z nich niezwykle cienkie czarki.
Są wreszcie grzyby.
Pewien ich gatunek, po wysuszeniu i sprasowaniu, daje materiał twardy, lekki i odporny na wilgoć. Miejscowi sporządzają z niego dzbany, kubki i naczynia podróżne. Początkowo odmawiałem używania ich przy posiłkach.
Obecnie posiadam trzy.
Widziałem kubki z kamienia, misy z drewna, czarki z koralowca i dzbany grzybowe. Są też przedmioty, których przeznaczenia, mimo usilnych badań, dotąd dociec nie zdołałem.
Piłem tedy z kamienia.
Jadłem z grzyba.
Ku memu własnemu zaniepokojeniu coraz mniej mnie to dziwi.
Prof. A. Dzban





