Artezja, 27-09-1839

Gąsiennik amanitowy
Erucarius amanitophorus

Natrafiłem dziś na stworzenie, które zrazu wziąłem za gąsienicę. Byłoby to rozpoznanie zupełnie rozsądne, gdyby rzeczona gąsienica nie była rozmiarów małego psa i nie spoglądała na mnie z wyraźnym zniecierpliwieniem.

Budową rzeczywiście przypomina larwy znanych mi owadów: ciało ma miękkie, segmentowane i wyposażone w szereg krótkich odnóży. Nie znalazłem jednak dotąd ani jednego śladu kokonu, poczwarki czy formy dorosłej. Coraz bardziej skłaniam się więc ku przypuszczeniu, że Gąsiennik amanitowy nigdy nie przechodzi przepoczwarczenia, lecz pozostaje w tej osobliwej, larwalnej postaci przez całe życie. Jeśli tak jest, natura stworzyła tu owada, który zwyczajnie odmówił dalszego rozwoju i najwyraźniej świetnie sobie z tą decyzją radzi.

Najbardziej charakterystyczny pozostaje jednak kapelusz amanity, który niemal każdy obserwowany przeze mnie osobnik nosił na grzbiecie. Nie jest on częścią ciała. Przekonałem się o tym, kiedy jeden z gąsienników zgubił swój kapelusz podczas przeciskania się pomiędzy skałami, po czym zawrócił i z wielkim namaszczeniem umieścił go z powrotem na właściwym miejscu.

Funkcja tego zwyczaju pozostaje niejasna. Kapelusz może chronić przed drapieżnikami, pełnić rolę kamuflażu, pomagać w utrzymaniu wilgoci albo wskazywać pozycję osobnika w stadzie. Istnieje również możliwość piąta: że gąsienniki po prostu uważają, iż bez kapelusza wyglądają głupio.

Próbowałem jeden zdjąć do badań.

Gąsiennik natychmiast usiadł.

Nie wiedziałem wcześniej, że owad może usiąść w sposób tak demonstracyjny.

Kapelusz pozostawiłem na miejscu.